Fot. Danuta Stefanko

O tłumaczeniach i twórczości Zbigniewa Herberta opowiedział Danucie Stefanko z Radia CKPiDE Andrij Pawłyszyn – tłumacz, dziennikarz i wykładowca Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie. Przetłumaczył wybrane wiersze i zbiory esejów Zbigniewa Herberta. Tłumaczył także twórczość Brunona Schultza i Czesława Miłosza oraz pamiętniki i biografie Aleksandra Fredry czy Janusza Korczaka. W tym roku był przewodniczącym komisji konkursowej Ogólnoukraińskiego Akademickiego Konkursu Tłumaczeniowego Noc Tłumaczy 2024.


Jestem z pochodzenia Lwowiakiem, z wykształcenia historykiem, a z zamiłowania tłumaczem. Przetłumaczyłem wiele różnych książek. Bardzo się cieszę, że w moim dorobku jest trylogia eseistyczna Zbigniewa Herberta, ale też utwory wielu innych polskich pisarzy i badaczy dziejów filozofii i religioznawstwa.

Skąd to zamiłowanie do polskiej literatury?

Urodziłem się we Lwowie i całe życie mieszkałem w tym mieście. Przyczyna jest do pewnego stopnia smutna, bo jestem potomkiem Ukraińców – wygnańców z Polski po II wojnie światowej. Musieli się przesiedlić z Łemkowszczyzny, stracili tam wszystko, ale odnaleźli tu inny świat.

Wyrosłem w mieście, które jest wspólnym tworzywem różnych narodów, ludów, różnych kultur i cywilizacji. Zauważyłem to jeszcze w dzieciństwie, było to dla mnie źródłem wielkiej fascynacji i satysfakcji. Chciałem przekazać to swoim rodakom, Ukraińcom od Lwowa do Charkowa, w całym kraju.

Fot. Danuta Stefanko

Jest wielu polskich autorów, których tłumaczyłem, powiązanych z Galicją Wschodnią, właściwą Galicją, albo szerzej z Galicją, która w XIX wieku liczyła w sobie Kraków i ziemie wokół. Ci autorzy są dla mnie najbliżsi, najciekawsi. Promowałem ich, tłumaczyłem. Mój los tłumacza jest nietypowy, bo zająłem się tym już w dojrzałym wieku z zamiłowania. Bardzo często przekonuję wydawców wydawać pewne książki, a nie oni dają mi zlecenie na tłumaczenie jakichś książek z języka polskiego.

Nie kieruję się sukcesem, dużymi nakładami, popularnością i podobnymi rzeczami. Całe życie spokojnie robię swoją sprawę, promuję spuściznę tej ziemi, tych różnych ludzi. Chcę, żeby Polacy i Ukraińcy porozumieli się, a dlatego potrzeba, aby oni najpierw zrozumieli siebie, bo Ukraińcy i Polacy są podobni, ale też bardzo różni. Muszą poznać swoje kultury, literaturę, sztukę, w końcu różne wątki religijne obecne w ich spuściźnie. Wtedy, moim zdaniem, będzie się im lepiej żyć obok siebie, współpracować dla wspólnej przyszłości Europy i przyszłości wolnego świata.

Piękną inicjatywą, która popularyzuje polską literaturę wśród obywateli i mieszkańców Ukrainy, jest Noc Tłumaczy. Tegoroczna edycja była poświęcona postaci Zbigniewa Herberta. Dlaczego ta postać jest tak wyjątkowa?

Dla Polski i świata Zbigniew Herbert jest jednym z najwybitniejszych poetów języka polskiego, twórcą, który przedstawił poezję polską na świecie przez klucz filozoficzny, klucz myślenia o egzystencji, o człowieku, o jego losach, o przeznaczeniu intelektualisty we współczesnym świecie i innych podobnych rzeczach, które interesują wszystkich wykształconych ludzi na całym świecie. To jest ciekawe i potrzebne.

Fot. Fundacja im. Zbigniewa Herberta

Poza tym – miałem do tego większy stosunek, bo przetłumaczyłem trzy tomy jego esejów – pisał o spuściźnie klasycystycznej greckiej i łacińskiej, ale także spuściźnie Włoch, Francji, innych krajów Południa i Zachodu.

Niestety ten opozycjonista, człowiek, który ostro mówił o komunizmie i o władzach, które panowały większą część jego życia w naszej części świata, był na czarnej liście w Związku Sowieckim. Potem w niepodległej Ukrainie po prostu nie został należycie spopularyzowany, nie wszedł do kanonu, tak, jakby zasługiwał. To zawsze było moim dużym marzeniem.

Mam też pewną prywatną intencję. Latami chodziłem tymi samymi ulicami, co Zbigniew Herbert. Jako dziecko, mieszkałem nieopodal jego ostatniego mieszkania. Uczyłem się w szkole naprzeciwko tego gimnazjum, które on opisał w „Lekcji łaciny”. Te same miejsca we Lwowie, które jego fascynowały jako dziecko, fascynowały również mnie. Odczuwałem ten duch, atmosferę, deszczową pogodę tego miasta.

Czytywałem jego utwory – wiersze i eseje – jeszcze wtedy, kiedy nie wiedziałem, że on był Lwowiakiem. Później dowiedziałem się o jego biografii więcej szczegółów. Odczuwałem, że opisując uliczki Włoch czy Francji, on pisze tak naprawdę o Lwowie, o jego pogodzie, o jego ludziach, o jego spuściźnie kulturalnej, o relacjach tu panujących. Ubierał to w płaszczyk aluzji, metafory i innych rzeczy, w odróżnieniu od Zalewskiego, który pisał otwarcie o lwowskich rzeczach.

Fot. Danuta Stefanko

Był raczej bliższy do Lema z jego „Wysokim Zamkiem”. Mówił o Wysokim Zamku, a jednocześnie mówił o jakimś mieście uniwersalnym, mieście szczęścia, istniejącym gdzieś w jego wyobraźni. Chciałem to przekazać, swoje odczucie dziecięce i odczucie Herberta przez swoje wrażenia, innym czytelnikom.

Był Pan przewodniczącym komisji konkursowej Nocy Tłumaczy. Jak Pan ocenia prace uczestników?

Cieszę się w ogóle, że oni są, bo to bardzo rzadki zawód – tłumacz z języka polskiego, który zajmuje się literaturą piękną, wierszami, esejami, a nie tylko przekładem technicznym.

Są to bardzo utalentowani młodzi ludzie, którym trzeba nad sobą pracować. Widać, że mają pewną śmiałość do interpretacji. To bardzo ważna rzecz. Kiedy autor przetłacza tłumacza, nie daje mu skrzydeł, to wtedy przekład wychodzi suchy i nieciekawy, twardy, jak kamień. Ci młodzi ludzie, którzy podali swoje teksty na Konkurs, pokazali otwartość na świat, szeroką wiedzę i śmiałość w interpretacji. Przenieśli kulturę na kulturę, a nie słowo na słowo. Właśnie to najbardziej cenię w tłumaczach.

Tekst: Danuta Stefanko

Partnerzy

Współpraca

Partnerzy medialni


Publikacja wyraża jedynie poglądy autora/ów i nie może być utożsamiana z oficjalnym stanowiskiem Kancelarii Prezesa Rady Ministrów

Up