Fot. Kancelaria Premiera

Ukraine Recovery Conference 2026 w Gdańsku zakończyła się bilansem, który organizatorzy przedstawiają jako jeden z najbardziej konkretnych w historii spotkań poświęconych odbudowie Ukrainy. W dniach 25-26 czerwca w Amber Expo spotkali się przedstawiciele rządów, instytucji międzynarodowych, samorządów i biznesu. Konferencja miała wymiar gospodarczy, ale była również testem odporności relacji polsko-ukraińskich w czasie napięć politycznych.

Gdańska edycja Ukraine Recovery Conference odbyła się w szczególnym momencie. Ukraina nadal prowadzi wojnę obronną przeciwko Rosji, a potrzeby odbudowy kraju są liczone w setkach miliardów dolarów. Według najnowszej oceny Banku Światowego, Komisji Europejskiej, rządu Ukrainy i ONZ, całkowite potrzeby odbudowy i rekonstrukcji Ukrainy w perspektywie dekady wynoszą prawie 588 mld dolarów.

Na tym tle gdańska konferencja nie była wyłącznie forum deklaracji. Według organizatorów podczas wydarzenia podpisano prawie 200 umów, porozumień i listów intencyjnych. Premier Ukrainy Julia Swyrydenko podała natomiast, że zawarto umowy o wartości ponad 10 mld euro.

W konferencji uczestniczyło około 7,5 tys. osób, blisko 70 oficjalnych delegacji, ponad 30 delegacji organizacji międzynarodowych i 19 delegacji państwowych wysokiego szczebla. Obecni byli m.in. przedstawiciele Unii Europejskiej, rządów państw partnerskich, instytucji finansowych oraz firm zainteresowanych udziałem w odbudowie Ukrainy.

Gdańsk jako symbol odbudowy

Wybór Gdańska miał znaczenie nie tylko organizacyjne, ale również symboliczne. Premier Donald Tusk w wystąpieniu otwierającym konferencję odwołał się do powojennej historii miasta, które po zniszczeniach II wojny światowej zostało odbudowane i odzyskało swoją funkcję społeczną, gospodarczą i kulturową.

Fot. Kancelaria Premiera

Szef polskiego rządu mówił, że plany odbudowy Ukrainy „nie są mirażem”. W tej wypowiedzi najważniejszy był realizm: odbudowa nie została przedstawiona jako projekt odłożony na czas po zakończeniu wojny, ale jako proces, który już trwa i który wymaga połączenia bezpieczeństwa, kapitału, infrastruktury oraz reform.

Ten kierunek był widoczny w strukturze konferencji. Program oparto na pięciu wymiarach: biznesowym, społecznym, lokalnym i regionalnym, unijnym oraz bezpieczeństwa i obrony. Ten ostatni element był szczególnie istotny, bo pokazał zmianę myślenia o odbudowie Ukrainy. W warunkach trwającej wojny rekonstrukcja szkół, szpitali, energetyki czy transportu nie może być oddzielona od ochrony infrastruktury krytycznej, odporności społecznej i zdolności obronnych państwa.

Biznes chce konkretów, nie tylko deklaracji

Największy ciężar praktyczny konferencji dotyczył biznesu i finansowania. Wśród rezultatów wskazano m.in. pierwszą transzę 3,2 mld euro w ramach nowego instrumentu finansowego UE dla Ukrainy, porozumienie z Bankiem Światowym o wartości 3,4 mld dolarów, uruchomienie European Flagship Fund for the Reconstruction of Ukraine oraz utworzenie Ukraine Transport Support Fund. Zapowiedziano również środki na programy mieszkaniowe, wsparcie infrastruktury drogowej, energetyki oraz współpracę w sektorach obronnych.

Dla firm kluczowe pozostają jednak nie same kwoty, lecz warunki wejścia na rynek ukraiński. Ryzyko wojenne, ubezpieczenia, gwarancje, dostęp do finansowania i wiarygodność partnerów będą decydować o tym, czy porozumienia podpisane w Gdańsku przełożą się na realne inwestycje.

Ten aspekt podkreślał Janusz Władyczak, prezes KUKE. Informował, że instytucja angażuje się w system wsparcia polskich inwestycji w Ukrainie oraz codziennego handlu z tym krajem. Według niego odbudowa nie jest odległą perspektywą, a procesem toczącym się już teraz, także poprzez bieżącą wymianę gospodarczą.

Fot. Kancelaria Premiera

Z kolei Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej, oceniał w Studio PAP, że przewagą polskich firm jest znajomość ukraińskiego rynku. Jak mówił, polscy przedsiębiorcy znają Ukrainę lepiej niż wiele firm zachodnich, także dzięki obecności ukraińskich pracowników i menedżerów w Polsce. Wśród branż o największym potencjale wskazywał budownictwo, energetykę, transport, logistykę, technologie podwójnego zastosowania oraz gospodarkę komunalną.

Piechota zwrócił też uwagę na odporność biznesu na bieżące spory polityczne. W jego ocenie podczas konferencji można było odnieść wrażenie, że „politycy swoje, a biznes jedzie do przodu”. To zdanie dobrze opisuje jeden z głównych wniosków z Gdańska: współpraca gospodarcza nie usuwa problemów politycznych, ale może tworzyć przestrzeń pragmatycznego działania mimo ich istnienia.

Odbudowa nie czeka na koniec wojny

Ze strony ukraińskiej mocno wybrzmiewał argument, że odbudowy nie można odkładać do momentu zakończenia działań wojennych. Premier Julia Swyrydenko wskazywała, że podpisane porozumienia są efektem codziennej pracy ukraińskiego państwa i partnerów międzynarodowych. Podkreślała także, że Ukraina i Europa mają „wspólną przyszłość”.

Podobny ton pojawił się w wypowiedzi Ołeksija Riabykina, wiceministra rozwoju społeczności i terytoriów Ukrainy. Mówił on o szczególnych potrzebach regionów przyfrontowych, w których żyją miliony ludzi i gdzie codzienność toczy się pod presją ostrzałów, ewakuacji i zniszczeń infrastruktury. Jego najważniejszy przekaz brzmiał: „Nie możemy odkładać życia na jutro”.

Ta perspektywa zmienia sposób patrzenia na odbudowę. Nie chodzi wyłącznie o wielkie inwestycje po wojnie, lecz także o drogi, mieszkania, szkoły, szpitale, energetykę rozproszoną i zabezpieczenia, które pozwalają społecznościom funkcjonować dziś. W tym sensie odbudowa Ukrainy jest jednocześnie procesem humanitarnym, gospodarczym i bezpieczeństwa.

Dyplomacja pod presją

Konferencja odbyła się w cieniu napięć politycznych między Warszawą a Kijowem. Prezydent Wołodymyr Zełenski nie przyjechał do Gdańska, a delegacji ukraińskiej przewodniczyła premier Julia Swyrydenko. Spór historyczny i polityczne emocje poprzedzające konferencję nie zdominowały jednak jej przebiegu.

Fot. Kancelaria Premiera

W praktyce Gdańsk stał się testem, czy relacje polsko-ukraińskie potrafią utrzymać kanał współpracy gospodarczej i strategicznej mimo sporów. Odpowiedź po konferencji jest ostrożnie pozytywna: umowy podpisano, delegacje przyjechały, biznes uczestniczył, a rozmowy o odbudowie nie zostały zerwane. Jednocześnie wydarzenie pokazało, że polityczne napięcia mogą wpływać na atmosferę i będą wymagały dalszej pracy dyplomatycznej.

Co dalej po Gdańsku?

Najważniejszy bilans konferencji nie sprowadza się do liczby podpisanych dokumentów. Prawie 200 umów o wartości ponad 10 mld euro to sygnał polityczny i gospodarczy, ale ostateczny efekt będzie zależał od realizacji projektów, dostępności finansowania, ubezpieczeń ryzyka, zdolności administracyjnych Ukrainy oraz bezpieczeństwa inwestycji.

Gdańsk pokazał także, że odbudowa Ukrainy będzie procesem wielopoziomowym. Udział w niej będą miały rządy, Unia Europejska, instytucje finansowe, samorządy, firmy energetyczne, transportowe, budowlane, technologiczne i organizacje społeczne. Polska – ze względu na położenie, doświadczenie transformacji, kontakty biznesowe i rolę logistyczną – pozostaje jednym z naturalnych partnerów tego procesu.

Konferencja nie rozwiązała wszystkich problemów. Nie mogła też przesądzić, które deklaracje staną się inwestycjami. Dała jednak wyraźny sygnał, że odbudowa Ukrainy nie jest wyłącznie projektem powojennym. To proces, który już się rozpoczął i który będzie jednym z najważniejszych sprawdzianów dla europejskiej solidarności, gospodarki oraz dyplomacji w najbliższych latach.

Tekst: Andrzej Leusz

Kancelaria Prezesa Rady Ministrów

Up